Aparat – ale jaki?

Najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie (zdjęcie zrobione starym telefonem kupionym za 1 zł w komisie)

Najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie (zdjęcie zrobione starym telefonem kupionym za 1 zł w komisie)

Jak wybrać odpowiedni aparat?

Ostatnia aktualizacja: 27.08.2017, tuż przed premierą Nikona D850.

Zdarza się, że rodzina czy znajomi pytają nas (po to mają fotografów pod ręką), „jaki aparat mam kupić?”. Dialog wygląda zazwyczaj tak:

– Co byście poradzili?
– Kup taki, jaki ci się najbardziej spodoba z wyglądu.
– Jak to?
– No i żeby nie był za drogi, w zasadzie to im tańszy, tym lepszy.
– Ale…
– I pamiętaj, że musi być wygodny, jak weźmiesz do ręki, to musisz poczuć, że to jest „to”.
– ???!!! A tak na serio?
– No, na serio… i pospiesz się, im szybciej kupisz aparat, tym lepiej. A w ogóle to przecież masz już aparat w kieszeni, pokaż no tego smartfona.

I tu właściwie moglibyśmy zakończyć nasz poradnik. Ciąg dalszy jest dla tych, którzy chcą podrążyć temat.

Nie szukaj aparatu, kup aparat i rób zdjęcia

Nasze powyższe rady biorą się z kilku spostrzeżeń:

Ewcia z kotami

Najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie. To był ułamek sekundy, kiedy Ewcia, przechodząc, przytuliła koty. Staruszek iPhone 4s wystarczył. Lustrzanki o łącznej wartości dobrego samochodu były w torbie w sąsiednim pokoju.

Po pierwsze, fotografowanie powinno sprawiać radość, a co to za frajda fotografować brzydkim aparatem? Jeśli aparat jest ładny, to ręka sama po niego sięga i chce się robić zdjęcia! Po drugie, nawet najtańsze aparaty, a nawet aparaty wbudowane w telefony zapewniają przyzwoitą jakość obrazu (może nie w każdych warunkach, ale to inny temat), więc po co wydawać masę pieniędzy na początku przygody z fotografią? Lepiej przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na wycieczkę w ciekawe miejsce, gdzie nowy aparat się przyda, albo na warsztaty fotograficzne, które pozwolą zdobyć konkretną wiedzę. A i tak jakikolwiek aparat cyfrowy kupiony dziś już jest przestarzały. Mało tego – był już przestarzały, zanim trafił na półkę w sklepie. Jeśli więc ktoś uważa, że to głównie od aparatu zależy, czy będą powstawały piękne zdjęcia, to mamy grube nieporozumienie. Nie daj się wkręcić w ten „wyścig szczurów”.

Liść, krople deszczu

Znów: najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie. Spacer chodnikiem po burzy. Wystarczy przykucnąć… (iPhone 5s)

Jeśli aparat nie będzie wygodny, nie będzie Ci się chciało robić zdjęć. Dlatego przez zakupem koniecznie idź do sklepu, weź wybrany model do ręki i zrób kilka zdjęć (jeśli nie wiesz jak, niech sprzedawca Ci pokaże, jak to zrobić). Powiązane z powyższym: przemyśl rozmiary aparatu. Pamiętaj, że najlepszy aparat to ten, który masz przy sobie. Czy zawsze będzie Ci się chciało zabierać ze sobą „lustrzankę”? A nawet jak już weźmiesz, to czy będzie Ci się chciało ją wyciągać z torby albo nosić na szyi? Niektóre zdjęcia ilustrujące ten mini-poradnik, trochę z przekory, zostały zrobione starym, wysłużonym telefonem komórkowym i powstały właśnie dzięki temu, że ten telefon był pod ręką. A jeszcze inne sprzętem za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Założymy się o każdą sumę, że nikt nie będzie w stanie odróżnić, które są które (złośliwi pewnie powiedzą, że nic dziwnego, wszystkie są tak samo tragiczne, he, he).

Im dłużej szukasz „właściwego, najlepszego” aparatu, tym więcej ucieka Ci fantastycznych zdjęć, które można by zatrzymać. Jakikolwiek aparat kupisz – to i tak Ty robisz zdjęcia, a nie aparat. Aparat może tylko mniej lub bardziej przeszkadzać, albo pomagać. Jeśli jesteś początkującym miłośnikiem fotografii, to skąd masz wiedzieć, co dla Ciebie w aparacie będzie najważniejsze? Dowiesz się, jak będziesz robić zdjęcia i chłonąć wiedzę, na przykład na naszych warsztatach.

Coś więcej

Kto rano wstaje, ten robi lepsze zdjęcia (1 stycznia o świcie)

Kto rano wstaje, ten robi lepsze zdjęcia (1 stycznia o świcie) Zenit 122 i Helios 58 mm

Pewnie powiesz – dobrze, ale jednak wolę się kierować czymś więcej, niż wyglądem, ceną i wygodą. Chcę mieć aparat, który da mi na początku „coś więcej”, niż pierwszy lepszy. Słusznie – to „coś więcej” to możliwość kontrolowania ustawień aparatu, przynajmniej niektórych. Wymienimy te najważniejsze, z zastrzeżeniem, że nie musisz mieć nawet bladego pojęcia, co one oznaczają (tego się nauczysz na naszych warsztatach). Po prostu: gdy już wybierzesz aparat według wyglądu / ceny / wygody, spytaj sprzedawcę, czy w danym modelu można kontrolować samodzielnie:

  • przysłonę,
  • czas migawki (lub naświetlania, na nasze potrzeby to to samo),
  • korekcję ekspozycji (lub naświetlania),
  • czułość matrycy (tzw. ISO)
  • ostrość.

Jeśli można kontrolować powyższe, a do tego aparat jest ładny, tani i wygodny – kupuj!

Lustrzanka czy nie?

Lustrzanka czy nie, najważniejsze to złapać właściwy moment i odpowiednie światło. Pierwsze promienie słońca podczas deszczowego pleneru ślubnego Moniki i Wayne'a.

Lustrzanka czy nie, najważniejsze to złapać właściwy moment i odpowiednie światło. Pierwsze promienie słońca podczas deszczowego pleneru ślubnego Moniki i Wayne’a. Nikon D3s i 35/1.4G

Pewnie zaświta Ci w głowie pytanie: czy mój aparat powinien być „lustrzanką”? Kupując lustrzankę na pewno nie popełnisz błędu, to są aparaty, które pozwalają łatwo fotografować i drzemią w nich duże możliwości. Jednak współczesne „kompakciki” wcale nie ustępują lustrzankom, są może mniej wygodne w obsłudze (przynajmniej naszym zdaniem), ale za to są mniejsze i lżejsze. Wybór dość trudny, ale nie zatrzymuj się zbyt długo nad nim. Mówiąc brutalnie: lepiej zrobisz rzucając w tym momencie monetą, niż tracąc czas na roztrząsanie tego dylematu. Pomożemy Ci go rozstrzygnąć na warsztatach. Poza tym świat nie kończy się na lustrzankach i kompaktach, zwłaszcza cyfrowych, ale to inny temat.

A na dodatek

Czasem nie trzeba wychodzić z domu, ale warto mieć aparat pod ręką

Czasem nie trzeba wychodzić z domu, ale warto mieć aparat pod ręką

Poniżej jeszcze kilka porad, które mogą się przydać, gdy ktoś się waha pomiędzy dwoma aparatami:

  • Jeśli guziki sterujące rzeczami z poprzedniej części poradnika są łatwo dostępne – to świetnie.
  • Jeśli aparat ma obiektyw z tzw. zoomem, sprawdź, czy łatwo się ten zoom używa. Na przykład: wygodniej jest, gdy można to robić odpowiednim pierścieniem na obiektywie, a nie guziczkami z tyłu aparatu.
  • Jeśli da się wygodnie ustawiać ostrość ręcznie (podobnie jak zoom), a nie tylko automatycznie, to też fajnie i plus dla aparatu.
  • Użyj wyszukiwarki i znajdź w internecie recenzję aparatu z przykładowymi zdjęciami.

I to właściwie wszystko. Pozornie wybór pierwszego aparatu jest bardzo trudny, ale tylko pozornie, a na pewno nie warto tracić na niego zbyt wiele czasu. Jeśli ktoś będzie Cię próbował przekonać, że koniecznie musisz mieć inny aparat niż ten Twój wypatrzony, albo będziesz potrzebować jakiejś konkretniejszej porady, skontaktuj się z nami, na pewno doradzimy.

Bonus dla cierpliwych

Jeśli ktoś wytrwał do tego momentu, to teraz garść konkretów, czyli subiektywna lista najciekawszych aparatów, które możesz kupić „w ciemno” i na 99,9% będzie to świetny zakup.

Nikon D5000 (poprzednik D5100, którego gorąco polecamy) z obiektywem 35/1.8G DX (z podziękowaniem dla Pauliny!)

Nikon D5000 (poprzednik D5100, którego gorąco polecamy) z obiektywem 35/1.8G DX (z podziękowaniem dla Pauliny!)

Najlepsza lustrzanka na start: Nikon D5300/D5600 lub Nikon D3300/D3400 z obiektywem 18-55 VR. Ten pierwszy aparat jest o tyle fajniejszy, że ma odchylany ekranik oraz wbudowany interwałometr, który pozwala na kilka ciekawych zabaw fotograficzno-filmowych. Kolejnym zakupem powinie być obiektyw 35/1.8G DX albo 50/1.8G, w zależności od upodobań (cena prawie ta sama). Dlaczego? Bo to są najtańsze i jednocześnie najlepsze dwa obiektywy Nikona, które dzięki swojej budowie (bardzo mała minimalna przysłona) dadzą Ci dostęp właśnie do tego, czym się szczycą lustrzanki i co wyróżnia zdjęcia nimi robione od innych aparatów – do wygodnego kontrolowania tzw. głębi ostrości i rozmywania tła. A Nikona polecamy dlatego, że na dziś obiektyw 35/1.8 nie ma odpowiednika u innych producentów, a przy okazji uważamy Nikona za najłatwiejszego w obsłudze i najbardziej przyjaznego początkującym fotoamatorom. Ale nie zapomnij o nadrzędnej naszej tezie – wygoda to rzecz subiektywna, więc rusz się do sklepu i weź do ręki także równorzędne aparaty innych producentów z podobnymi obiektywami. Dlaczego nie nowy Nikon D5200 czy D5300? Krótko i na temat: bo za drogi i naszym zdaniem w stosunku do D5100 nie warto. Różnice między nimi są (jak dla nas!) mało znaczące i nie usprawiedliwiają różnicy w cenie. Na koniec dodajmy, że jeśli ktoś szuka malutkiej lustrzanki, to powinien się przyjrzeć Canonowi EOS 100D.

Najlepszy kompakcik na start: tutaj działa zasada – kup po prostu najładniejszy i jak najtańszy. Producent w zasadzie bez znaczenia. Dziś można kupić bardzo dobry aparacik do kieszeni już w okolicy 300 zł. Punktem odniesienia może być Nikon Coolpix L27. W tym wypadku nasz wybór marki to przypadek, obok niego w podobnej cenie są Canony, Samsungi, Fuji i inne, równie dobre. Jeśli możesz wydać nieco więcej pieniędzy, przyjrzyj się Fuji F660 EXR lub Olympusowi XZ-2 (tego szczególnie polecamy, między innymi za to, że ma bardzo jasny obiektyw). A jeśli masz smartfona w stylu iPhone 4s lub nowszy, to w zasadzie możesz sobie darować kupowanie kolejnego kompakcika…

Kompakty dla zaawansowanych: a także raczej tzw. „bezlusterkowce”. Tutaj też jest w czym przebierać, dodatkowo te aparaty pozwalają w wielu przypadkach na wymienianie obiektywów, tak jak w lustrzankach. Wiodące serie to: Olympus PEN i OM-D, Panasonic LUMIX, i Fuji X. Zwróć uwagę na aparaty „dla aktywnych”, np. serię „tough” Olympusa. Nasze ulubione aparaty w tym segmencie to Fuji X100T oraz X-T2 i X-Pro2 (w tych dwóch ostatnich można wymieniać obiektywy). Ale na tego typu aparaty trzeba naszykować nieco więcej pieniędzy, niż na „lustrzankę czy kompakcik na start”.

Myślisz, że do astrofotografii potrzebny jest teleskop? A gdzie tam, wystarczy zwykła lustrzanka i specjalny filtr za 9 zł (Słońce, Wenus i plamy słoneczne)

Myślisz, że do astrofotografii potrzebny jest teleskop? A gdzie tam, wystarczy zwykła lustrzanka i specjalny filtr za 9 zł (Słońce, Wenus i plamy słoneczne)

Lustrzanki dla zaawansowanych: Tu sprawa jest bardziej skomplikowana, bo osoby zaawansowane będą dzieliły każdy włos na czworo. Takie osoby zapraszamy na indywidualne konsultacje.

A co z tzw. „pełną klatką”? Jeśli wiesz o co chodzi w tym temacie, to rozważ polowanie na używane Canony EOS 5D (wersja 1 lub 2) oraz Nikona D700. To są prawdziwe perełki, a nierzadko można znaleźć używane w dobrym stanie za całkiem przystępną cenę. Jeśli ktoś chce nowy aparat, to pozostaje Nikon D610 oraz Canon EOS 6D, z zastrzeżeniem, że te aparaty sporo kosztują, a reprezentują jednak segment bardziej „amatorski”. Uwaga: są na rynku też kompakty i „bezlusterkowce”, które mają tzw. „pełną klatkę”. Ale są chyba zbyt drogie, żeby je brać pod uwagę „na start”.

Słówko podpowiedzi dla tych, którzy się zastanawiają, w czym „pełna klatka” jest lepsza od mniejszego formatu APS-C czy DX. Najkrótsza odpowiedź na dziś to: w niczym. Pod pewnym względem nawet jest gorsza – aparaty „pełnoklatkowe” są większe, cięższe, wymagają też większych i cięższych obiektywów. Są jednak dwa powody, z powodu których być może warto dopłacać: pierwszy powód to lepsza jakość wykonania i wytrzymałość – choć to dotyczy raczej tylko topowych „jednocyfrowych” modeli Nikona i Canona, które po prostu nie mają „niepełnoklatkowych” odpowiedników, więc ten powód jest nieco naciągany. Drugi powód jest jednak bardzo realny i praktyczny: większy, jaśniejszy i wygodniejszy wizjer. Zwłaszcza w nadchodzącym Nikonie D850.

Do zadań specjalnych - wytrzymała lustrzanka reporterska

Do zadań specjalnych – wytrzymała lustrzanka reporterska

Dla zamożniejszych: tutaj wymienimy kilka aparatów, na które będzie stać tylko zamożniejszych fotoamatorów (albo nawet bardzo,  bardzo zamożnych). Nie będziemy tutaj pisać, dlaczego te aparaty są świetne i warte swojej ceny, bo nie czas i nie miejsce na to. Nie przypadkiem są to aparaty chętnie kupowane przez zawodowych fotografów i zamożnych miłośników fotografii. Nikon D750 i Canon EOS 5D Mark III/IV to naszym zdaniem aparaty o najlepszej relacji jakości i możliwości do ceny. Nikon Df – jeśli ktoś lubi styl retro. Podobnie Canon EOS 1D X Mark II czy Nikon D5, które są na dziś najlepszymi aparatami reporterskimi do najcięższych zastosowań.

Leica M - nowoczesność i klasyka w jednym (dzięki uprzejmości www.leicastore.pl)

Leica M – nowoczesność i klasyka w jednym (dzięki uprzejmości www.leicastore.pl)

Nikon D810 oraz Canony 5DS i 5DS R – najlepsze lustrzanki do zadań, gdzie potrzebna jest jak największa rozdzielczość. Choć wszystkie one zostaną lada moment odesłane do lamusa premierą Nikona D850. Ten aparat namiesza na rynku prawdopodobnie tak samo mocno, albo mocniej, jak kiedyś Nikon D700. Nikon D3s, a nawet D3, to znakomite aparaty reporterskie, które „nie chcą się zestarzeć”. Leica M – o tym aparacie pisać nie trzeba. Jeśli kogoś stać na produkty tej firmy, to powinien spróbować. Prawdopodobnie nie będzie chciał potem fotografować czymś innym (choć to też kwestia gustu, system Leiki jest specyficzny).

Dla niekoniecznie zamożniejszych, ale bardziej dociekliwych: format ma znaczenie. Wszystkie aparaty, o których tu piszemy, mają małe matryce, którymi rejestrują zdjęcia (i filmy). Nawet tzw. „pełna klatka” jest przecież tak naprawdę „małym obrazkiem”, prawda? Coś, co dziś przez większość(?) fotografów jest uważane za standard i punkt odniesienia (klatka filmu i matryca cyfrowa w rozmiarze 24x36mm), było przecież kiedyś miniaturową wersją „prawdziwych” aparatów, które dziś nazywamy średnio- i wielkoformatowymi. Nazwane właśnie „małym obrazkiem” zostało stworzone dla fotoamatorów i reporterów, którym większy format nie był potrzebny, a nawet przeszkadzał (bo był za duży i za drogi). Warto zainteresować się tematem, zwłaszcza że aparaty średnio- i wielkoformatowe można dziś kupić niekoniecznie wydając fortunę (najnowsze cyfrowe modele), ale nierzadko śmieszne grosze (używane, stare, analogowe czyli na film). Wiadomo – dojdą koszty filmu, wywołania, skanowania lub kupna skanera. Ale kto ciekawy, to się zainteresuje tematem i być może się zakocha.

Nikon F4s - niegdyś marzenie dostępne dla nielicznych, dziś dostępny "za grosze"

Nikon F4s – niegdyś marzenie dostępne dla nielicznych, dziś dostępny „za grosze”

A co z lustrzankami na film? No właśnie, w sumie to samo co powyżej. Dziś „za darmo” można wylicytować na aukcjach stare, analogowe aparaty na film, nie tylko lustrzanki zresztą. Od legendarnej Leiki M3 do Nikona F100. Sławny Canon EOS 5, manualne Nikony z serii FM czy FG, Canon AE-1 Program i wiele, wiele innych. O Zenitach nie wspominając… Do dziś produkowanego Nikona F6 tanio się nie kupi co prawda.

Dlaczego nie polecacie lustrzanek Sony i  innych producentów, tylko Canona i Nikona? Bo uważamy, że Canon i Nikon mają systemy o wiele ciekawsze, o wiele bardziej kompletne i o wiele bardziej przyjazne dla użytkownika. Co nie znaczy, że od tej „reguły” nie ma wyjątków. Jeśli jakaś lustrzanka innego producenta zasługuje Twoim zdaniem na wspomnienie w naszym poradniku, to napisz nam o tym, nadrobimy zaległości. Na koniec krótka anegdotka w związku z dynamicznym rozwojem systemu Sony: podczas zażartej dyskusji canoniarzy z nikoniarzami o wyższości jednego systemu nad drugim: – No i czego się kłócicie, i tak wszyscy kiedyś skończymy na Sony…

Mam tyle i tyle pieniędzy, potrzebuję aparatu do tego i tego. Czy możecie doradzić mi KONKRETNIE, co najlepiej kupić? Tak, możemy, napisz do nas: kontakt@warsztaty-fotograficzne.net (lub kliknij tutaj i wypełnij formularz).

A na koniec smaczny kąsek, czyli wykres (w końcu!) i komentarz do niego z cenami najciekawszych według nas aparatów cyfrowych, także używanych (zaznaczone jaśniejszym kolorem), a także smartfonów i tabletów. Wykres co prawda wymaga uaktualnienia, ale nawet w starej wersji pokazuje pewne proporcje, które się nie zmieniają. Kliknij, żeby powiększyć:

Pamiętaj, że do wszystkich lustrzanek na tym wykresie musisz dodać cenę jakiegokolwiek obiektywu (najtańszy za około 300-700 zł), chyba że masz już jakiś obiektyw. Podobnie do Fuji X-T2 i X-Pro2 i Leiki, choć tam ceny są już inne, zwłaszcza w przypadku Leiki.

Już za ok. 260 zł można mieć całkiem sensowny kompakcik. Bardziej wymagający mogą pomyśleć o czymś w okolicach 1000 zł. Stąd już bardzo blisko do sensownej lustrzanki z podstawowym obiektywem (D5300). Przy czym właściciele najnowszych smartfonów i tabletów wcale niekoniecznie muszą kupować jakikolwiek dodatkowy aparat.

Zauważ przeskok cenowy między „małym formatem” (na wykresie EOS 70D i 7D, a w zasadzie można się cofnąć nawet do Nikona D7000 i Canona EOS 700D) a „pełną klatką” (na wykresie EOS 6D i Nikon D610) – pomijając oczywiście aparaty używane, które są pomiędzy nimi (D700 i 5D).

Znamy co najmniej jedną osobę, która sprzedała swoją lustrzankę (Nikon D700) wraz ze wszystkimi kilkoma obiektywami (24/2.8, 28/1.8, 35/2, 24-85, 50/1.8, 85/1.8) i kupiła Fuji z serii X – i bardzo sobie chwali tę zamianę.

W dość przystępnej cenie można kupić teraz używanego Nikona D3 i tym samym wejść w świat „profesjonalnej” fotografii reporterskiej. Ceny robią się „absurdalne” mniej więcej od EOSa 5D mark III. Ostatnie modele na wykresie są dla tych, którzy nie akceptują żadnych kompromisów i nie przeszkadzają im spore rozmiary i waga aparatu (tak, Leica też jest dość ciężka, mimo że mała). Przy czym cena Nikona D3s to bardziej zgaduj-zgadula, bo bardzo ciężko ten aparat znaleźć w sprzedaży, mało kto się chce go pozbywać. I nic dziwnego!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *